Kalina Jaglarz

28 II 2013, Klub Myśli Ekologicznej – Marek Popkiewicz i „Świat na rozdrożu”, jego najnowsza książka.

 

Żyć w harmonii z przyrodą, nie gwałcić jej, nie naruszać jej odwiecznego ładu: to marzenie pojawiło się za późno, kiedy wytępiono mnóstwo gatunków zwierząt i ptaków, wycięto lasy, zatruto wodę i powietrze. 

Czesław Miłosz „Wypisy z ksiąg użytecznych”

Jest marzec. „Jedna jaskółka wiosny nie czyni, lecz jedno stado gęsi, rozcinające mroki marcowej odwilży – to już wiosna”

pisał Aldo Leopold. Wczoraj stado przeleciało nad wsiami. Nie wiem czy ktokolwiek był świadkiem tego pogodnego jazgotu. Najpierw był jazgot, potem trudny alfabet gęsiego lotu.
Prawdopodobnie widzieliśmy je tylko ja, kilku mężczyzn z butelkami w zaroślach, pies, w którym gęsi przelatywały swoją krzykliwością, aż pobudzony, zaczął drżeć i szczekać. Jest marzec, więc kilka dni temu zwiastował nam odwilż Marcin Popkiewicz. Trochę jak prorocza gęś mówiąca o strasznej wiośnie, która nas czeka.

Demiurg godzin i liczb… Wskazówka czasu upływa nieubłaganie. Trudnym jest słuchanie o naszych nieporadnych i tragicznych gestach. Jako ludzie – stąpamy ciężko po ziemi znacząc swój ślad obdarzony drażniącą wonią odpadów. Niewiele pozostało czasu, abyśmy w końcu zrozumieli naszą drogę, obejrzeli się za siebie i dojrzeli ogrom rozpaczy jaki dokonał się po naszym przejściu. Jak wichura, huragan, kataklizm dla mikroświatów, zwielokrotnieni, zogromniali sobą wzajem, jesteśmy trudnym Guliwerem Ziemi. Wiosna jaką zwiastował nam Popkiewicz jest bezlistna, chaotyczna, ciemna. „ Sposób w jaki żyjemy i jakie wartości wyznajemy, zmieni się bowiem w najbliższych dekadach nie do poznania, a czy na lepsze, czy na gorsze, zdecydują o tym decyzje, które podejmujemy (lub nie podejmujemy) w najbliższych latach.”

Popkiewicz nic nie ukrywał, nie starał się załagodzić faktów i danych. Po prostu powiedział nam to co miał do powiedzenia, teraz musimy to nieść dalej w sobie. Rozgryzać, dławić się gorzkim smakiem tych wiadomości. Obgryzamy naszą planetę jak wielki, soczysty owoc. Jeszcze chwila a dokonamy samo-strącenia, utoniemy w otchłani kosmosu dryfując na zużytej puszcze po konserwach. A może właśnie pisana nam jest taka tułaczka? Galaktyka, która stoi otworem dla naszych drobnych i wątłych ciałek?

Obrazy i horyzonty

Ale co z obrazami śródleśnych łąk, które tak prędko płoszą się z nas? Czy gdy zabraknie zieleni, zapomnimy o jej zapachu, o jej kształtach, smaku, jak zapominamy po czasie twarze ludzi, którzy odeszli od nas, których pozostawiliśmy, których minęliśmy?

Czy dojdzie do tego, że zamknięci w betonowym kojcu, będziemy uczyć się o przyrodzie, jako o zamierzchłej historii, fenomenie naszych pradziadów, jako o czymś niepoznanym. Zadość czynić będzie nam hologram lasu?

Opuszczają nas obrazy: zwierząt, pejzaży zapamiętanych – dekonstruują się w czasie, odchodzą od nas – smaki, kształty, doznania. Są nie do odzyskania. Ale jest jeszcze szansa, możemy zatrzymać to co mamy, musimy się opamiętać – a za główny nurt w sztuce przetrwania przyjąć sztukę prostoty.

Krajobraz wokół nas zmienia się. Pośrednio mamy wpływ na jego przemianę. Często przegrywamy, często nie podejmujemy walki, często zaskoczeni płaczemy kiedy zmiana dokonała się za naszymi plecami, kiedy nie mogliśmy nic wskórać, kiedy spaliśmy. Bezsilność wobec krajobrazu który zmienia cywilizacja. Frustracja gdy uświadamiamy sobie, że jesteśmy jej ruchomą częścią.

Kilka dni temu wycięto wszystkie drzewa ze skwerów Katowickiego rynku, niedawno obalono drzewa będzińskie i drzewa Dąbrowy Górniczej. Sędziwe drzewa, drzewa naszego dzieciństwa i naszych podwórek. Teraz na horyzoncie tylko miasto. Już nie możemy się ukryć w liściastej alei, której szum wyganiał z nas tramwaje i klaksony. Miasto zagląda nam prosto w twarz. I któż pierwszy mrugnie w tym pojedynku na spojrzenia?

Niechybnie – my.

Kończą się drzewa w mieście, kurczą się skwerki przykryte masą gruzu. Już nic nie przeszkodzi w kontemplowaniu miasta. Miasta pozbawionego drobnych horyzontów drzewostanu. Odchodzą od nas te obrazy, te horyzonty. Pozostaje pustka dzielnic. W oknie trzepaka nie zieleni się krzak, drzewko. Pozostał pies uwiązany, rower i szmatki.

Nie zostało wiele czasu, nie zostało wiele materiału, który zasilałby nasze popędy i pragnienia. „Chęć doraźnej korzyści przeważała, tym bardziej, że bogactwo przyrody zdawało się niewyczerpane i za każdym razem można było mieć nadzieję, że nie przynosi się dużego uszczerbku”

Bierz mniej

Jak bardzo pomyliliśmy się, jak nie chcieliśmy słuchać, odwlekaliśmy w czasie ten moment końca, pustą półkę, sięgamy ręką w pustkę. Wiele od nas zależy, od naszej świadomości, od tego jak będziemy postępować, uczyć nasze dzieci. Powrót do lokalności jest konieczny, poprzestanie na małym. Trudny slogan dra Kulika wypowiedziany w wieczór monologu Popkiewicza: „BIERZ MNIEJ”.

Musimy świadomie wkroczyć w tajgę. Zgodzić się na powrót do dawnych przyzwyczajeń, coraz częściej rezygnować z ujmującej migotliwości rzeczy, uwolnić się od konsumpcyjnych zapędów.

Marcin Popkiewicz powiedział nam wszystko to o czym już wiedzieliśmy, z czym kładliśmy się spać i z czym wstawaliśmy rano, patrząc na swoją twarz w lustrze. Kim jesteś człowiecze, który tak smutno patrzysz na mnie z przeciwka? Wypłoszyły się z ciebie wszystkie obrazy śródleśnych łąk, obrazy puszczy, rozległych wód, dolin, zmarzlin wiecznych, płoszą się z ciebie zwierzęta, umykają, kryją się przed tobą, biegną w twoją niepamięć.

Żywe sakiewki (wypis z księgi Popkiewicza)

„Na środku Północnego Pacyfiku znajdują się małe wysepki atolu Midway.”

Na tym oddalonym o 3000 km od wszelkiego brzegu wybrzuszeniu gniazdują stada albatrosów. To miejsce ich lęgowisk, gdy wyklują się młode, rodzice wyruszają na poszukiwanie pokarmu w obrębie bezbrzeżnej wody, łowią z niej wszystko co może uchodzić za pokarm, w rezultacie wyławiają migotliwe śmieci wyrzucane z naszych rąk, „złożona z nich dieta nie służy pisklętom, które dławią się plastikowymi nakrętkami od butelek, umierają zatrute rozkładającymi się w ich żołądku toksycznymi chemikaliami lub padają z głodu wywołanego niemożnością zmieszczenia w brzuszku czegoś poza wypełniającym je plastikiem”.


Rodzicie nieświadomie zabijają swoje dzieci. Ocean pozostaje obojętny. W dalszym ciągu staje się dealerem naszych odpadków. My pochyleni nad ciałkami rozsupłanymi jak sakiewka liczymy plastikowe okruchy, metalowe sprężynki, strzykawki, przesypujące się w skórzanej sakiewce, gdy się rozwiąże – uczymy się nowych obrazów, które zasiedlają nasze wnętrza, obrazów rozkładu, powolnej śmierci, kolorowego syntetyku.

Marcin Popkiewicz jest absolwentem Wydziału Fizyki Uniwersytetu warszawskiego. To pisarz naukowiec, przewodniczący ASPO Polska (The Association for Study of Peak Oil & Gas), menedżer, tłumacz, wykładowca oraz autor setek artykułów dotyczących zmian klimatycznych, zasobów i energii